I po podróży.
W pociągu było różnie. W IC czyściutko, kawka + ciasteczko, klima, muzyczka - zasiadłam wygodnie i dłubałam sobie. Ponieważ był to mój pierwszy raz publicznie, to chyba przez 15 min na nikogo nie patrzyłam, potem kątem oka zerkałam i z przyjemnością stwierdziłam że każdy ma tam jakieś swoje zajęcie. IC był do Wa-wy, potem w TLK nawet nic nie wyciągnęłam - śmietnisko i śmierdzisko. fe.
Z białej bawełny powstało coś takiego:
mam na ciąg dalszy kilka koncepcji i nie mogę się zdecydować, dlatego musiałam to walnąć w kąt i zająć się viskozą, którą kupiłam z myślą o Mamie, ale i tak wątpię czy zdążę na 26 maja, bo jestem dalejo w lesie:
poza tym będę miała problem z rozmiarem.
No i jeszcze o tej viskozie - rany julek jak się to rozdwaja i zaciąga! teraz już troche opanowałam ale początek był masakryczny! to pewnie też opóźni moje zmagania z kolejną Ruby (w założeniu pierwotnym - dla Mamy).
Dobrze mi z tym, że mam dwie roboty rozgrzebane. Cudnie :-)
PS. dlaczego nie widzę najnowszych postów niektórych moich ulubionych dźgaczek? W podglądzie są a na ich stronach nie...
niedziela, 15 maja 2011
poniedziałek, 9 maja 2011
Milky chocolate - finito
Coś mam takiego że szybko nudzi mi się jedna robótka, spieszę się żeby skończyć jedną i zacząć coś nowego. Z tego pośpiechu nigdy nic dobrego nie wynika, poprawki tylko mnie irytują, dlatego zacznę chyba robić równolegle coś.Trzeba zakupy zrobić i działać (szkoda tylko że w e-dziewiarce ciągle braki)
Póki co prezentacja czekoladki:
Bez plenerów, bo już czasu brak - pakuję manatki i pędzę zobaczyć co tam na wybrzeżu.
Wzoru użyję po raz kolejny z pewnością bo już mam koncepcję, może jeszcze w powijakach i nie ostateczną ale rodzi się.
Do pociągu zabieram bielusieńkie Safranki dropsa, choć mam przeczucie że nic mi z tego dziergania podróżnego nie wyjdzie, biel nie będzie bielą a koncepcja upadnie w powijakach. A może niepotrzebnie się tak pesymistycznie nastawiam.
Z tego umyśliłam sobie prostą letnią bluzeczkę ale widzę że nie mam sprecyzowanych planów i wszystko wyjdzie w trakcie.
*********
O - zauważyłam że na zdjęciu widać moje czerwone paluchy, trudno, były kiedyś sponiewierane i dlatego tak.
Póki co prezentacja czekoladki:
Bez plenerów, bo już czasu brak - pakuję manatki i pędzę zobaczyć co tam na wybrzeżu.
Wzoru użyję po raz kolejny z pewnością bo już mam koncepcję, może jeszcze w powijakach i nie ostateczną ale rodzi się.
Do pociągu zabieram bielusieńkie Safranki dropsa, choć mam przeczucie że nic mi z tego dziergania podróżnego nie wyjdzie, biel nie będzie bielą a koncepcja upadnie w powijakach. A może niepotrzebnie się tak pesymistycznie nastawiam.
Z tego umyśliłam sobie prostą letnią bluzeczkę ale widzę że nie mam sprecyzowanych planów i wszystko wyjdzie w trakcie.
*********
O - zauważyłam że na zdjęciu widać moje czerwone paluchy, trudno, były kiedyś sponiewierane i dlatego tak.
wtorek, 3 maja 2011
Milky chocolate. Little sample.
Jeszcze pół roku temu umiałam tylko oczka prawe, lewe, nabieranie oczek i ewentualnie zamknięcie. Tyle nauczyła mnie mama, dawno, dawno temu. Nie twierdzę wcale że wszystko umiem bo oczywiście tak nie jest ale naprawdę zaczyna mi się podobać to co wychodzi spod mojego dziergadła. Codziennie oglądam sobie dzieła hendmejowe na blogach i jestem pod nieustannym wrażeniem - też tak chcę! I nie zamierzam się poddawać ciągłymi błędami, które powodują że prucia czasem więcej niż dziergania.
Teraz zachciało mi się dziureczek :)
Premierowy ażur wygląda następujaco:
Włóczka to Drops Safran i jest moim zdaniem duuużo lepsza niż poprzednia bawełna z którą miałam do czynienia. Dzierga się sprawniej (pruje też :)) i w dotyku wydaje się mieksza i delikatniejsza.
Wzór zaczęłam jak Ruby ale między dodawanymi oczkami wcisnęłam ten prosty ażur, raczej w celach naukowych ale ponieważ bardzo mi się podoba - robię dalej.
Szkoda tylko że mam za krótką żyłkę bo przymiarki nie da się zrobić.
W głowie mam tyle pomysłów że nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć czasowo.
Zbliża się wyjazd - długa podróż pociągiem - 9h! Co ja będę robić? Nie chcę czytać, chce dziergać ale mam jakieś opory. Nigdy nie dzirgałam publicznie. Bardzo zwrócę na siebie uwagę?
Dziś, 3 maja, na śląsku pogoda taka:
Teraz zachciało mi się dziureczek :)
Premierowy ażur wygląda następujaco:
Włóczka to Drops Safran i jest moim zdaniem duuużo lepsza niż poprzednia bawełna z którą miałam do czynienia. Dzierga się sprawniej (pruje też :)) i w dotyku wydaje się mieksza i delikatniejsza.
Wzór zaczęłam jak Ruby ale między dodawanymi oczkami wcisnęłam ten prosty ażur, raczej w celach naukowych ale ponieważ bardzo mi się podoba - robię dalej.
Szkoda tylko że mam za krótką żyłkę bo przymiarki nie da się zrobić.
W głowie mam tyle pomysłów że nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć czasowo.
Zbliża się wyjazd - długa podróż pociągiem - 9h! Co ja będę robić? Nie chcę czytać, chce dziergać ale mam jakieś opory. Nigdy nie dzirgałam publicznie. Bardzo zwrócę na siebie uwagę?
Dziś, 3 maja, na śląsku pogoda taka:
wtorek, 26 kwietnia 2011
Niebiańsko turkusowa Ruby
Nielogiczne mogłoby się wydawać, ale celowo Ruby w przez duże R bo to nazwa (pochodząca od koloru - wiem, ale jednak)
Dokładnie chodzi o TĄ Ruby
Moja wersja jest tylko biedną i daleką siostrą oryginału, ale jest moja :)
No i zadowolona jestem, mimo iż nie wiem czemu ale jakoś tak nieudolnie robiłam narzuty że dziurek u mnie nie widać (a przynajmniej nie tych celowych), no ale nie bądźmy tacy drobiazgowi...
Zaczęłam od 106 oczek bo jest mnie trochę więcej niż autorki projektu.
Sweterek łatwo przerobić na inną wersję i ja napewno go zmodyfikuję bo dziergało mi się naprawdę przyjemnie i jak na moje tempo dość sprawnie, mimo że faktycznie włóczka bawełniana się trochę rozwarstwia.
A oto przedmiotowa niebiańsko turkusowa Ruby:
I te dziurki co to nie do końca mi wyszły:
Co właściwie sknociłam? Dobrze byłoby wiedzieć bo to bardzo efektowne jak oglądam w innych wykonaniach.
I zachwyt nad guziczkami z masy perłowej, zakupionymi w jednej z dwóch (sic!) istniejących w moim Mieście (nooo prawie 200tyś) pasmanterii. Takie malutkie plackowate, a tak cieszą:
sobota, 23 kwietnia 2011
czwartek, 14 kwietnia 2011
Piórkowy bezzzzzz - finał
Naprawdę. Skończyłam. Zblokowałam (to dopiero było wyzwanie!).
Wiem, że trwało to całe wieki i nudziłam przez to strasznie, ale już jest.
Cieszę się ogromnie, bo już zmęczyłam się tym kolorem, poza tym chce już zacząć coś nowego.
Dziękuję za słowa otuchy i zachęcenie mnie do działania bo chyba nic by z tego nie było, no może tylko czasem by mi ciśnienie skoczyło że poległam.
A tak, zadowolona z efektu jestem i cieszy mnie fakt że jednak się udało!
No to już - prezentacja:
Jednak mam tremę bo to moja premiera...
No i czekam na słońce bo tęsknię bardzo, jeden promyk zainspirował mnie do KOLORU.
Oj założę to i pobiegnę do lata...
Wiem, że trwało to całe wieki i nudziłam przez to strasznie, ale już jest.
Cieszę się ogromnie, bo już zmęczyłam się tym kolorem, poza tym chce już zacząć coś nowego.
Dziękuję za słowa otuchy i zachęcenie mnie do działania bo chyba nic by z tego nie było, no może tylko czasem by mi ciśnienie skoczyło że poległam.
A tak, zadowolona z efektu jestem i cieszy mnie fakt że jednak się udało!
No to już - prezentacja:
Jednak mam tremę bo to moja premiera...
No i czekam na słońce bo tęsknię bardzo, jeden promyk zainspirował mnie do KOLORU.
Oj założę to i pobiegnę do lata...
Ps. Twarz niewyjściowa dzisiaj, dostałam rano szcepionkę na tężec/dur brzuszny
- kto miał ten wie jak to jest.
niedziela, 3 kwietnia 2011
Nnuuuuudna jestem
Tak wiem że jak ostatnia nudziara ciągnę temat mojego bzowego piórka, ale naprawdę dalej walcze.
Tzn już był w kącie, już chciałam o nim zapomnieć, ale ale jeszcze gdzieś tam głęboko wierzę że się uda.
Skoro bez to może będzie na maj. Jeżeli wogóle oczywiście.
Ku pamięci:
oto wersja nr IV
w I były druty 3,5 (i była uważam najlepsza) ale rozmiar nie na mnie
w II były druty 4mm jak w przepisie ale okazało się że moje dzierganie bardzo luźno wychodzi i rozmiar zrobił się jeszcze większy
i coś mi się zdaje że straciłam rachubę bo już nie wiem czy robię go teraz 3 czy 4 raz.
Teraz robie na 3,25 i wygląda to tak:
czasu naprawdę mam jak na lekarstwo, w głowie tyle pomysłów, chęci tez dużo ale jak sobie pozwolę na dziergackie popołudnie to potem wyrzuty spać nie dają bo mam wrażenie że dzieciom za mało czasu poświęciłam
dlatego oszukując samą siebie robię z doskoku "po dwa rządki" :)
Dziewczyny a jak z tym u Was? kiedy macie czas na dzierganie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







